KAMIEŃ JAKO BRAT

Czytającym w języku niemieckim polecam bardzo ciekawą książkę Károly Henricha
‘Kamień jako brat. Etyczne i poetyckie przemyślenia na temat wyzysku
gospodarczego i bezmyślnego traktowania przedmiotu’.
(Der Stein als Bruder. Ethische und poetische Gedanken zu einem Gegenstand
ökonomischer Ausbeutung und achtloser Misshandlung)
Károly Henrich jest wykładowcą ekonomii politycznej środowiska na Uniwersytecie w
Kassel.
Streszczenie: Kamienie są z nami spokrewnione, mają coś wspólnego z roślinami,
zwierzętami, jak ludzie wyewoluowali na drzewie ewolucji planety Ziemia; także i one
powstają, rosną i słabną – choć w różnych wymiarach czasowych – również JAK
WSZYSTKIE ŻYWE ISTOTY. Poprzez ludzką interwencję, dostęp, ingerencję mogą
jednak być wyrwane z ich naturalnego środowiska i rozwoju, uprowadzone,
maltretowane, oszpecane, zmiażdżone i zmielone.
W znacznie mniejszym stopniu niż się powszechnie uważa, Sfera/Królestwo
Kamienia jest od nas oddzielone i martwe. Wszystkie żywe istoty zawierają mniej lub
więcej znaczną ilość substancji mineralnych i stale wymieniamy takie substancje
z ich otoczeniem. Same kamienie wcale nie są pozbawione życia: One są często
przynajmniej pokryte żywymi organizmami, a czasem nimi przeniknięte.
Wszystkie te połączenia i wymiany usprawiedliwiają w nadrzędnej perspektywie
mowę o POKREWIEŃSTWIE między ludźmi i kamieniami. Fakt ten rodzi pytanie, czy
jesteśmy etycznie zobowiązani wobec świata kamienia, zobowiązani do postawy
respektu, wdzięczności i troski, czy odpowiednia postawa, działania, mogą być
wymagane.
Etyka przyrodnicza i środowiskowa, zajmująca się moralnie po-prawnym
postępowaniem wobec pozaludzkiej natury, odpowiada na to pytanie …przecząco.
Jednak najbardziej konsekwentną koncepcją tej subdyscypliny, którą reprezentuje
praktyka filozoficzna ekocentryzmu, lub eko-etyczny holizm, uważa, że nawet
nieożywiona całość materii i ekosystemów, ich gatunki, ekosystemy i sfery naturalne
mają swoja własną wartość jako całość i nic co Naturalne, nie istnieje jedynie by
służyć jako środek do czegoś innego!!!.
Tym samym staje się już pewnym wymogiem etyka bezgranicznego respektu, a co
za tym idzie, odpowiedzialności także wobec przyrody nieożywionej i
odpowiedzialności za jej integralność. Jako uzasadnienie podaje się tę etykę, która

od samego początku mogłaby wykluczyć pewne byty ze wspólnoty ‘moralnej’, co
właśnie nie jest konsekwentną etyką (gdy na samym początku już, pewne byty z tej
wspólnoty wykluczamy).
Podkreślone zostaje tu jednak, że ten moralny szacunek wobec Nieożywionego nie
może też polegać na bezkrytycznej i niezróżnicowanej sile nakazów i zakazów w
kontaktach z tą naturą: rozbijanie/mielenie głazu nie ma tej samej wagi etycznej jak
zabicie orła przedniego. (w języku niemieckim nazwa ptaka ‘orzeł przedni’ zawiera w
sobie rdzeń słowa ‘kamień’, bo jest to ‘Stein-adler, grecką nazwę tego ptaka, która
jest bazą do katalogowania gatunków, dobrze oddaje nazwa angielska…. golden
eagle).
Niezależnie od tego zróżnicowania istnieje tymczasem podstawowa gotowość do
współmyślenia, współczucia, współodczuwania z innymi – także (właśnie ponoć) z
nieożywionymi istotami, i niezbędne jest, okazuje się, jej podtrzymywanie.
Te przemyślenia są bardzo godne uwagi, jakkolwiek ciągle jeszcze w naszych
szerokościach geograficznych bariera respektu odnośnie zwierząt i roślin, odnośnie
ich bezmyślnego ranienia, zabijania i niszczenia, bez jakichkolwiek większych
konsekwencji jest bezkarnie, bez większych konsekwencji, przekraczana.
Okładka książki to kaligrafia japońska, Ren Yi, ‘Mi Fu witający skałę jak brata’.
Słynny uczony Mi Fu (1052-1107) był znany jako pasjonat i miłośnik kamieni w
chińskiej historii. Często cytowana historia opisuje wydarzenie z roku 1105, kiedy Mi
Fu publicznie, w oficjalnym stroju uczonego, pokłonił się z podziwem przed
wspaniałym kamieniem. Przy tym nazwał kamień w pełnym szacunku zwrocie
imieniem/tytułem „starszy brat” (xiong). Ten motyw Mi Fu kłaniającego się kamieniowi
był często rozpowszechniany w malarstwie późniejszych dynastii Ming i Qing. Ta
wersja Ren Yi z 1887 roku pokazuje Mi Fu jednak przed niewielkim, bardzo
zwietrzałym głazem, mocno spękanym kamieniem, którego górna część wygląda
niczym spiczasty płomień, przed którym Mi Fu przykląkł i się pełen uwagi i
wytrwałości w niego wpatruje, a jego płomienie wydają się rosnąć.
Aby napięcie tej chwili jeszcze bardziej wzmocnić, artysta dodał ponadto stylistycznie
dwóm bohaterom (kamień i mistrz) skoordynowane kolorystycznie tło, … pustkę.
Scena wydaje się fizycznym i duchowym spotkaniem człowieka i kamienia, lub
jeszcze lepiej – spotkaniem dwóch ekscentrycznych przyjaciół o podobnych
poglądach.