Przyrodzone Miejsce Mocy, szczyt góry Radunia
Miejsce Mocy nie jest po prostu równe Miejscu Mocy. Czy miejsca Mocy można
mierzyć, ich siłę odziaływania?
Jedną z metod jest zaproponowana kiedyś przez Leszka Matelę, publicystę i
radiestetę, rozszerzona skala Bovisa. Jeszcze przed tą propozycją mierzyła Miejsca
Mocy szwajcarska geobiolog i radiesteta Merz Blanche po prostu w jednostkach
Bovisa. Oczywiście jest wtedy trochę nielogicznym używanie zwrotu ‘w skali Bovisa’ i
gdy mamy odczyty rzędu 30 tysięcy jednostek.
Historyczna skala Bovisa sięgała maksymalnie 10 tys. jednostek i służyła pomiarom
żywności, mięsa, sera, wina, w celu sprawdzenia ich jakości. Skala ta porusza się w
tym zakresie jednak prawie wyłącznie na poziomie fizyczno-eterycznym.
Czym są zatem takie wibracje, gdy są one odczytywane rzędu 40-50-60 tysięcy
jednostek?
Przy takich pomiarach wkraczamy w inną sferę wibracji energii subtelnych. To co
robiła Merz Blanche jest słuszne, gdy mówimy wyłącznie o jednostkach, a nie o skali
Bovisa.
Do badania Miejsc Mocy skala Bovisa została rozszerzona właściwie do
nieskończoności: Mówimy tu o skali BSM (od nazwisk Bovis-Simoneton-Matela) i
jesteśmy świadomie nastawieni na pomiary energii z zakresu jej subtelności
astralnej, mentalnej, kauzalnej czy duchowej.
Próbowano nawet kiedyś różnorako przyporządkować od jakiej wielkości w skali
BSM mamy do czynienia ze sferą astralną czy kauzalną, a od jakiej wielkości
pomiaru mamy do czynienia ze sferą duchowa.
Sprawą o wiele ważniejszą, którą powinniśmy podjąć przy badaniau danego miejsca,
jest zbadanie, jaki kolor radiestezyjny emituje jego podłoże.
Wibracje powstające w miejscach szczególnych mogą być często ‘zdradliwe’.
Neoenergia powstała na szczególnym miejscu, czy to na miejscu mocy uczynionym
przez człowieka czy naturalnym Miejscu Mocy, może sprawić że wahadło będzie
nam oscylowało w granicach wielkości 20-30 tys. jednostek.
Powstałe na przecięciu się linii geomancyjnych, czy też w ich pobliżu sprawią
odchylenie się wahadła ku takim wartościom. Takich jednak błędów pomiarowych
dokonał w kilku miejscach ww. Leszek Matela. Wartości odczytane na Biometrze
miałem podobne, czy to w kręgu kamiennym w Myślęcinku k. Bydgoszczy, czy w
Warszawie, w Borzymach (ośrodek Oddechowo) czy w Chlewiskach ( Pałac
Odrowążów, kamienny krąg).
Na takie jednak wartości, niby delikatnego Miejsca Mocy, nie wskazuje absolutnie
podłoże. We wszystkich tych ww. miejscach podłoże emituje wysokotoksyczny kolor
radiestezyjny szary. Wahadło w zwisie swobodnym zaczyna poruszać się
lewoskrętnie.

Naturalne Miejsce Mocy w Sobotce, na skwerze między ulicami T Kościuszki a św.
Jakuba, idąc w stronę Strzegomian
Nawet gdy przyjmiemy te umowną wartość, że od 18tys. w skali BSM, to zaczynają
się Miejsca Mocy, to mimo najlepszych chęci, nie można przyznać np.
warszawskiemu kręgowi megalitycznemu przed Biblioteką Narodową na Mokotowie
charakteru Miejsca Mocy (w tym wypadku uczynionego przez człowieka).
Określenie koloru radiestezyjnego jakim emituje najpierw podłoże, potem jaki mamy
w przestrzeni jest o wiele bliższe precyzji pomiaru Miejsc Mocy.
W przeciwieństwie do odczytywanej na skali BSM wartości 20-30tys, precyzyjny
biometr z kolorami radiestezyjnymi powie nam dużo więcej.
Podłoża emitujące kolor radiestezyjny poniżej koloru radiestezyjnego
pomarańczowego nie będą nigdy Miejscem Mocy. Jeśli nawet wahadło pokaże nam
pewne wartości powyżej umownej skali 18tys, to może istnieć podejrzenie, że mamy
raczej do czynienia z Miejscem Grozy. Jest to najczęściej odwrócona neoenergia,
toksyczna dla człowieka, intensywna, w podłożu pokaże ruch lewoskrętny.
Ja osobiście dla porównania zacząłem używać w tym celu własnej skali BSM-K
(BSM-K jak Kwiatkowski).
Klasycznym przykładem będzie tu słynny ‘lej’ w Odrach. Miejsce bardzo intensywne.
Osobom które nie rozróżniają wibracji, można by było ‘wmówić’, że to Miejsce Mocy,
bo aż się ma dreszczyk na skórze. Jeśli ktoś by to w takim sensie też w skali Bovisa
mierzył, to otrzyma wibracje rzędu nawet 60tys jednostek. Miejsce emituje jednak w
ekstremalnie silnym natężeniu kolor radiestezyjny szary, ok. 9/10!. Wibracje są
bardzo jasno odczuwalne, ale to są wibracje od których po krótkim czasie boli głowa.
To nie jest szary kolor radiestezyjny jaki się piętrzy na ciekiem wodnym, ale to jest
bardzo silna odwrócona neoenergia. Dla porównania ze skalą BSM można ją
oszacować w mojej skali BSM-K na ok. minus!!! 60tys. jednostek Bovisa.
Miejsca Mocy, to miejsca które będą emitowały w podłożu kolory radiestezyjne
powyżej niebieskiego.
Siaka globalna geomancyjnych linii ziemskich wyższego rzędu krzyżując się będzie
tworzyła przez pole wirowe prawoskrętne wibracje przyjazne ludzkiemu organizmowi.
Dosyć silnie zadrażnione podłoże (z krzyżówkami cieków podziemnych, będzie
emitowało kolor radiestezyjny szary, a przez ustawioną konstrukcję kamiennego
kręgu, choćby nawet w pewnym stopniu niepoprawnie) wzmocnione zostanie
neoenergią, do szarości wyższego rzędu.
W autentycznym Miejscu Mocy od półgodzinnego pobytu nie powinna rozboleć
głowa.
W sensie pozytywnym 18 tys. w skali BSM to nie jest jeszcze dużo, średnio tyle
mamy na Ślęży idąc czarnym szlakiem. Byłyby to wspaniałe wibracje, gdyby ktoś w
takich miał posadowiony swój dom.
Miejsce może leżeć pobliżu jakiejś linii geomancyjnej o wyższych wibracjach. Cała
góra Ślęża może być przesycona taką gęstą siatką linii niższego rzędu, w pobliżu
szczytu przebiegają linie dużej siatki globalnej, tam wibracje mamy ok 90tys
jednostek Bovisa, lub inaczej w skali BSM. Są jednak na samej górze miejsca x-
krotnie silniejsze niż sam szczyt. Tam należało by się dopatrywać tego ślężańskiego
czakramu a nie na szczycie góry, jakkolwiek to mogłoby się wydawać logiczne.
Prowadzone przeze mnie badania będą takie miejsca weryfikowały i tu będą
częściowo rezultaty publikowane.
Dziękuję serdecznie za wskazówki, jakie to mogłyby być miejsca. Przy okazji
jakiegoś pobytu chętnie poznam nowe takie miejsca.


