Kamienny krąg jako przestrzeń wielowymiarowej komunikacji

Największym problemem współczesnej ekologii nie są miliony ton odpadów i zanieczyszczeń produkowanych przez człowieka, brak ciągle jeszcze odpowiednich regulacji i nadzoru nad gospodarowaniem odpadami, ale zapomnienie swej własnej i tej otoczenia wielowymiarowości, zejście ‘człowieka’ w komunikacji z całym otoczeniem na bardzo zawężone pasmo percepcji, z wykluczeniem możliwości odbierania ‘mowy’, rozumienia języka świata zwierząt, roślin, minerałów i otaczającego je wszystkie wielowymiarowego świata duchowego.
‘Przeciętny człowiek’ jeśli wybiera się na wędrówkę po lesie czy w górach, szuka odpoczynku, wytchnienia, świeżego powietrza, i wszystkiego, co sprzyja i wesprze jego dobre samopoczucie i zdrowie.
Całość takiej postawy wychodzi jednak bardzo z jeszcze ciągle egocentrycznego punktu widzenia, takiej percepcji otoczenia i samego siebie.
Ten ‘przeciętny człowiek’ odbiera samego siebie jako/niejako istotę odizolowaną od otoczenia, w niektórych chwilach usiłuje się zagłębić w przyrodę, ale dzieje się to często jeszcze od tego właśnie egocentrycznego punktu wyjściowego poczynając.
Przyroda jest niejako obok niego, do niej się idzie na spacer, ona człowiekowi służy, ale on odczuwa siebie zbyt mało i zbyt płytko jako część jej samej.
Z dziećmi wychodzi się ‘w… naturę’, i tak od najmłodszych lat uczy się nasz gatunek relacji do przyrody ‘na dystans’.
Jakże mało jest tej przyrody w nas. Kto chce doświadczyć przyrodę na wędrówce, musi zacząć ją widzieć, rozpoznawać, zacząć odczuwać w samym sobie.
Kiedyś w starożytności istota ludzka została w definicji Arystotelesa ‘zdefiniowana’ – brzmi jak tautologia, ale tak się rzeczywiście stało, gdy słowo definiować pojmiemy etymologicznie (de-finire), a co znaczy pierwotnie ‘sprowadzać do granic’, stawiać takie granice oddzielające jedno od drugiego.
Człowiek został u korzeni obecnej kultury europejskiej zdefiniowany przez Arystotelesa jako ‘zoon logikon’, jako logiczne, obdarzone mową (logosem) zwierzę, istota żyjąca.
Pozytywne w tym określeniu jest ścisły związek ze światem zwierzęcym (zoon), ale drugi człon definicji, uczynił cały świat zwierząt, roślin i minerałów niemym, nie posiadającym słowa, głosu i mowy.
W ciągu wieków ta ‘zdolność mowy’ była dalej ograniczana aż do prawie wyłącznej komunikacji jakieś wyselekcjonowanego języka, i to przy użyciu rozumu.
Do tego stopnia, że nawet małe dzieci uważano za jeszcze nie potrafiące mówić, i że one w pierwszych latach życia mowy dopiero się ‘mowy’ uczyły.
Przez wieki obecna kultura europejska zachowywała się odpowiednio szowinistycznie wobec wszelkich innych kultur, określając je mianem ‘nierozwiniętych, niedorozwiniętych’, nam jeszcze nie dorównujących.
Na kulturę aborygenów czy na szamańskie tradycje syberyjskie patrzono jako na ‘pierwotne’, bo będące w stadium pierwotnego rozwoju, oczywiście mającego kiedyś podążać w kierunku, dokąd dotarła kultura europejska, kultura, w której świat grud ziemi stał się niemy, bo mający tylko pasywną funkcję przynoszenia plonów do życia, przeżycia człowieka; plonów takich oczywiście, jak intensywnie da się te ziemię eksploatować. Mowa tu o kulturze, w której odebrano głos i mowę wodzie, powietrzu, ogniowi, skałom, kamieniom, roślinom, i na tyle jeszcze zwierzętom, że dopiero w najbardziej naukowo zaawansowanych instytutach sprzeczają się naukowcy, czy delfiny, wieloryby czy też prymaty mają jakąś mowę.
To definiujące, czyli zamykające, redukujące człowieka określenie, które w wychowaniu jest mu wpajane, stawia go już przed wybraniem się na spacer w góry czy do lasu na pozycji spalonej, bo czyni go niezdolnym postrzegania mowy kamieni, roślin i zwierząt.
Ten świat ‘natury’ to świat jego odpoczynku, wypoczynku, relaksacji, i jest dla niego po to – myśląc wszystko tu utylitarystycznie – żeby jemu służyć, że może być przez niego ‘używany, aż do jej pogwałcenia jego elementarnych praw do istnienia, i nic ‘wolno’ mu od niego chcieć.
Nie o czymś innym należy tu mówić, ale o zwykle hedonistyczno-utylitarystycznie pojmowanej naturze, gdy bardzo dużo turystów zjeżdża się w weekendy na Masyw Ślęży, odpoczywa, relaksuje się, pozostawiając mnóstwo śmieci w tej ‘naturze’, … przyrodzie, której są częścią, która jest przedłużeniem jego własnego ciała.
To nie jest tu kwestia reguł, przepisów czy ewentualnych kar, ale kwestia zasadniczego stosunku człowieka do samego siebie, będącego przecież tak bardzo częścią tej przyrody i tą przyrodą.
To jest rezultat zapomnienia i zagubienia tego wymiaru w nas.
Droga człowieka do siebie samego musi przebiegać przez jego nowe samookreślenie, przez odkrycie siebie jako istoty wkomponowanej w przyrodę, do odkrycia siebie zdolnego słuchania i rozumienia mowy kamieni, roślin, zwierząt, aby je też odkryć i usłyszeć w samym sobie.
To właśnie w starożytnej Grecji jeszcze Empedokles, który zmarł ok. 50 lat przed narodzeniem się Arystotelesa, uważał, że tylko podobnym możemy rozpoznać podobne.
Rozpoznajemy ogień, bo mamy w sobie ogień, rozpoznajemy powietrze, wodę, ziemię, kamienie, rośliny, zwierzęta, bo je wszystkie w sobie mamy.
Także dla przyszłości ekologii i całego ruchu ekologicznego będzie najistotniejszym, aby człowiek odnalazł w sobie że jest wszystkimi roślinami, rybami, ptakami, że sam też jest powietrzem, grudą rodzącej plony ziemi, skałą, wodą, wiatrem i Słońcem.
Któż dzisiaj idąc spacerem w lesie głaszczę ręką przy szlaku rosnące trawy, zioła, krzewy, by je zapytać, jak się macie, co mi dzisiaj powiecie.
Odkryć i z czasem potrafić rozumieć mowę przyrody, w którą jesteśmy jako ludzie doskonale wkomponowani, to znaczy przyznać im mowę, że mówią, że nie są nieme, że skały i kamienie to nie jest jakaś tylko martwa natura, to arcyważny punkt wyjściowy głębszego doświadczenia postrzegania, doświadczenia i rozumienia nas samych.
Może gdy usłyszymy, odczujemy i częściowo zrozumiemy, jak bardzo też one mówią i słyszą, i chcą być słyszane, gdy przy rzekomo milczącym kamieniu popłyną nam łzy wzruszenia, bo usłyszymy w końcu, poczujemy, ile on ma nam do powiedzenia, otworzymy się tak właściwie na nas samych, na zapomniane dotychczas w nas wymiary, uznane za nieistniejące, a jednak tak pełne pamięci i wspomnień.
To zapomnienie, wyparcie z nas samych tak dużej części nas samych, to także jedna z najpoważniejszych przyczyn chorób duchowych człowieka współczesnej cywilizacji, człowieka, któremu amputowana została niejako możliwość rozumienia, słyszenia, komunikowania się z kamieniami, roślinami i zwierzętami.
Ruch ekologiczny zaczyna się tam, gdy człowiek zaczyna odnajdywać samego siebie, czyli jako tego, w którym są wszystkie rośliny, skały, kamienie, zwierzęta, wśród których –  wśród ich mowy i ich komunikacji – on żyje i wzrasta, jest ich częścią.
Naszego świata, ziemi, rzek, powietrza i oceanów nie uratują zakazy, nakazy, dyrektywy i kary, ale przebudzona ludzka świadomość, która dostrzeże ich mowę wokół siebie, dostrzeże pragnienie i tęsknotę za komunikacją z nami.
Nic bardziej oczywistego dla małych dzieci, które miałem jako zwiedzające w moim kamiennym kręgu, aby przejść wokół i dotknąć ręką każdego kamienia, i widziałem czasami, jak z duszy dziecka wyrywało się słowo, albo chciało się wyrwać, by kamieniowi coś powiedzieć.
Nic może bardziej nic oczywistego, gdy na powitanie dnia w kamiennym kręgu, kamienie witamy, słuchamy, poświęcamy im uwagę.
Pod tym względem kamienny krąg sięgający świata minerałów osadzonych w ziemi, wypełniony duchową przestrzenią medytacji i kontemplacji ludzi, jest taką wielowymiarową przestrzenią wdrażania się nas w naszą głębsza, wielowymiarową istotę, w której są śpiewające kamienie, mówiące źdźbła trawy, komunikujące się wszelkie ruszające się w trawie stworzenia.
Kamienny krąg, milczenie w nim, słuchanie samego siebie, medytacja, jest uczeniem się jakby od nowa nas samych, już nie tylko tych zredukowanych do komunikacji miedzy nami ludźmi, ale słuchających i coraz bardziej rozumiejących mowę przyrody.
Pierwszym takim progiem będzie głęboka afirmacja w nas, że ta otaczająca nas przyroda, ta, której częścią jesteśmy, nie jest niema, że ma mowę, że mówi, że chce się z nami komunikować.
Kamienie mają nie tylko roślinne, zwierzęce i ludzkie twarze, ale i swoje własne, kamienne twarze. Kamienie ustawione w kamienny krąg są przestrzenią, w której wiatr krąży inaczej, w której wytwarzany przez instalację wir energetyczny, sprzyja ludzkiej aurze, by głębiej siebie na nowo, siebie od nowa się uczyć, siebie od nowa literować.
To może w kamiennym kręgu czasami uczymy się tej mowy, literujemy jak przedszkolaki uczące się takiego czy innego języka, literujemy nas samych.
Literujemy niejako na nowo nasze człowieczeństwo od podstaw, człowieczeństwo które słyszy i słucha mowy wszystkiego wokół nas.
Gdy zamilkniemy, gdy przestaje w nas krzyczeć i mówić świat naszych intelektualnych konstrukcji, stajemy się zdolni słyszeć, słyszeć coraz głębiej, i jaśniej, aż do eteryczno-astralnego szeptu kamieni, wymieniających się wielomilionowymi w lata doświadczeniami życia.
Kamień mówi, ja tu byłem wcześniej.
Ja tu byłem przed tobą.
Kto więc jest tutaj gospodarzem a kto gościem?
Gdy siedzisz nad płynącą rzeką, przy falach morza, one ci też powiedzą: My byłyśmy tu przed tobą.
Kto jest więc tutaj gospodarzem a kto gościem?
Przebudzona ludzka świadomość, w której, dzięki której jak w nowej optyce rozpozna samego siebie jako część otaczającego go świata, w niego wkomponowanego, poruszy i potrafi szybko zmienić w nas to: Jak ważne nam się staną czyste góry, czyste rzeki i wody i czyste powietrze.
One mówią, chcą być słyszane i podwyższone wibracje takich miejsc jak kamienne kręgi mogą być uczelnią, uniwersytetem, miejscem ćwiczeń takich nowych jakości przebudzonego człowieka.
Tutaj kamienie rzeczywiście mówią, oddychają i śpiewają.
Obraz, zdjęcie: Boże dzieło Stworzenia, Uniwersum Hildegardy z Bingen, wkomponowane w kamienny krąg (Sulistrowice)