Podczas mojej ostatniej, kilkudniowej wizyty w kamiennych kręgach w Odrach mieszkałem w piramidzie państwa Marii i Krzysztofa Buratyńskich w Odrach.
Wspaniałe miejsce, blisko tego kompleksu, piękna energia i miła atmosfera na posesji. Polecam to miejsce na pobyt w Odrach.
Oprócz moich wielu prac pomiarowo-badawczych w kręgach, przyszła mi taka idea na myśl, aby nagrać taką krótką rozmowę z obecną panią kustosz, z panią Marią Buratyńską.
Usiedliśmy sobie prze tym domkiem, w którym pani Maria ‘urzęduje’.
Był słoneczny poranek, i już prawie ciurkiem napływali coraz to nowi odwiedzający.
Moja Renata nagrywając tę rozmowę odmachiwała przybywającym, którzy chcieli już kupić bilety, aby jeszcze chwilę milczeli, abyśmy tę rozmowę mogli dokończyć.
Wspaniale, że zainteresowanie kamiennymi kręgami tak rośnie.
I rzeczywiście Odry na to zasługują, bo ten kompleks kręgów to unicum na skalę światową … i to nie z powodu tych porostów czy kurhanów.
Mówić o obiekcie w Odrach, i mówić o jego porostach czy o kurhanach, to trochę jakby mówić o ramie jakiegoś arcydzieła malarskiego.
Oczywiście że i te unikalne porosty i kurhany są ważne, i powinny być chronione, i oczywiście przez odwiedzających szanowane, ale tym arcydziełem tego miejsca, w tych unikalnych ramach malarskich, jest kompleks kamiennych kręgów.
Po 30 latach opieki nad rezerwatem jako kustosz przez panią Zofię Breske i jej męża Zenona, którego kilka razy miałem okazję tam spotykać, pałeczką w tej sztafecie przejęła pani Maria Buratyńska.
Od ponad pół roku jest ona nowym kustoszem tego obiektu i to teraz jej sympatyczna, uśmiechnięta twarz wita przybywających, dzieci i dorosłych w tym wielkim, wspaniałym miejscu.
Jeśli jest to możliwe, to z prawie każdym przybywającym zamienia pani Maria parę słów, także po odwiedzinach.
W pewnym sensie jest trochę twarzą tego obiektu.
I czasami to ważne, po takim ciepłym powitaniu, jak czują się w obiekcie odwiedzający obchodząc trasę zwiedzania.
To ważne, by mieć do takiego miejsca, pełniąc tę funkcję kustosza, pewną osobistą nitkę, osobistą relację.
I tak właśnie jest.
Jak zauważa pani Maria odwiedzających jest coraz więcej.
Wspaniale, że zainteresowanie Odrami rośnie. To miejsce na to bardzo zasługuje.
Odry w Polsce to kompleks, który pod względem geniuszu budowniczych, pod względem zastosowanej tu wiedzy geomancyjno-radiestezyjnej daleko przerasta brytyjskie Stonehenge, które dziś jest raczej pewnego rodzaju atrapą i wspomnieniem niż realnym Miejscem Mocy. (Ostatecznie Stonehenge zostało zdewastowane przez archeologów i budowniczych w długiej rekonstrukcji w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku)
Gdy mówię, że to jest kompleks, to mam na myśli że jest to głęboko przemyślana konstrukcja; pewnego rodzaju monolit i system dziś dziesięciu, wg mnie kiedyś trzynastu stojących spójnie do siebie, energetycznie powiązanych ze sobą kręgów.
To nie jest namnożenie kręgów obok siebie. Kręgi łączą wielorakie linie geomancyjne (ziemskie meridiany), kręgi się energetycznie napędzają i ich energia kiedyś jeszcze bardziej w tym spójnym systemie kręgów, miała wyższe i intensywniejsze oddziaływanie na nasze ciała subtelne, i w końcu na nasze ciało somatyczne.
Każdy z kręgów miał swoje specjalistyczne zastosowanie, ale siła każdego z kręgów była też częścią tego systemu.
Opieka nad takim miejscem, bycie kustoszem, to wspaniały przywilej, to też wchodzenie i wrastanie w pra-pradzieje tego miejsca.
To też zgłębianie swej własnej ścieżka życiowej.
Tego pani Marii możemy chyba z serca wszyscy odwiedzający to miejsce, wszyscy, którym jest ono cenne, życzyć: By było ono jak odkrywanie z pasją tego czasami brakującego puzzla na własnej ścieżce duchowej.
I to jest ważne, gdy ktoś z odrobiną pasji jest na tym miejscu.
Dziękuję serdecznie pani Marii Buratyńskiej za tę krótką rozmowę, i życzę wielu wspaniałych chwil, spotkań i rozmów z odwiedzającymi to miejsce u bram Rezerwatu Chronionego Kamienne Kręgi w Odrach.
Mam nadzieje, że odwiedzający to miejsce dla porostów czy historycznych kurhanów, odkryją w kamieniach czasami też jakąś twarz – bo kamienie mają twarze. I usłyszą może w swym sercu, albo w przestrzeni swej aury szept przesłania o tym, co dzisiaj dla nich by było ważne.
Na samych kamieniach nie siadamy, bo to żywe istoty, ale na ławce, na jakiejś macie, warto w jakiś dzień spędzić tam w ciszy trochę czasu, póki jeszcze Odry nie są zalewane dziesięcio- czy dwudziestokrotną liczbą odwiedzających.
Dni poza weekendami są tu ciągle jeszcze spokojniejsze. A sam nawet cały kompleks lasów dookoła kręgów to już przecież przestrzeń wychodząca powyżej dolnej granicy tego, co zwiemy Miejscem Mocy (powyżej 18 tys. jednostek Bovisa)
,


