W moich żyłach płynie też żelazo,
które drzemie w tobie.
Jesteśmy z jednego ojca
– wybuchu ognistego wulkanu,
i z jednej matki,
Gai i grawitacji,
która trzyma nas przy sobie
w bezkresnej przestrzeni.
Ty kamieniu jesteś moją cierpliwością,
której się wciąż uczę,
ty jesteś moim jestem,
które nie pyta dlaczego.
Kładę dłoń na twoim chłodnym czole
by poczuć jak pod skórą granitu
pulsuje powolna krew eonów.
Gdy mówię do Ciebie do ciebie bracie,
zakrzywia się linia czasu,
jakby tańcząca Shakti zrzucała swój welon.
Ty widziałeś słońce
gdy było jeszcze dzieckiem,
ja widzę i czuję je teraz
gdy tańczy w żarze swej pełni.
Ale tam, gdzie się spotykamy,
gdy kładę rękę na twoich starych porostach
otwierasz bezczas niczym drzwi
w które zapraszasz.
Ty jesteś milczącą modlitwą,
trwaniem,
kotwicą dającą grunt pod nogami,
lustrem w którym przegląda się moje przemijanie
i pozwala dotknąć wieczności.
Czuję w dotyku twoje życie, bracie,
ty intensywniej żywy,
tak gęsty w swoim istnieniu
że aż nieruchomy dla oczu
szukających oparcia w wirującej materii.
Nadstawiam ucha i słucham
twego milczenia,
niebiańskiej pieśni,
którą śpiewasz do głębin jądra ziemi
i do korony gwiazd.
Kiedyś moja ręka też stanie się ziemią,
a ziemia znów stanie się tobą,
jasnym płomykiem nadziei
powtórnych narodzin.
Już teraz czuję, wiem i rozumiem
jak moje przemijanie jest snem,
a twoje trwanie przebudzeniem.
Bądź błogosławiony nieustępliwy
i twardy stróżu moich myśli i kroków,
i ucz mnie jak stać w środku burzy,
w okół cyklonu,
by nie zwątpić,
że jestem częścią nieprzemijającego nieba.
jmk 9.05.2026
Zdjęcie: głaz północny (czakra serca) w kamiennym kręgu w okolicach Düsseldorfu


