ZAZDROŚĆ NA ŚCIEŻCE DUCHOWEJ

Trochę przed około miesiącem spotkałem w pewnym kamiennym kręgu osobę, dziś mieszkającą w Stanach Zjednoczonych, będącą dobrej, wysokiej klasy nauczycielem duchowym od ponad … 40 lat. Polka z pochodzenia, odwiedzała kraj w pewnych sprawach rodzinnych, poza tym rzadko tu przyjeżdża. Obok tego kręgu nawiązała się bardzo ciekawa rozmowa, rozmawialiśmy o różnych wymiarach duchowych, o czakrach wyższych, o rozwoju duchowym i różnych ścieżkach. W pewnym momencie ta osoba zeskanowała moją aurę, moje biopole i przestrzeń duchową, na ile jej było to możliwe w okamgnieniu i stwierdziła,  pytając uprzednio czy może mi coś powiedzieć, a ja odpowiedziałem śmiało.

‘Wiesz, nie wiem czemu ale widzę wokół ciebie dużo osób ci niedaleko w życiu obok stojących, którzy przepełnieni są zazdrością wobec ciebie’, na chwilę napełniło mnie to trochę pewnym zdziwieniem i pewną zadumą, ale odrzekłem, że ‘chyba wiem o tym i rozumiem te osoby, ignoruję je, to jest ślepa ścieżka i to świadczy o pewnej dalekiej jeszcze niedojrzałości duchowej. Nie mogę w tej chwili nic w tej sprawie zrobić, to jest ich ścieżka i na co dzień nie mam z nimi kontaktu. Nie mam specjalnie na to wpływu, ale kiedyś, myślę, że się obudzą i przejrzą na oczy.’

Czułem coś takiego, ale takie jasne stwierdzenie, że wokół mnie coś takiego jest, trochę na pewien czas, gdzieś daleko, ale krążyło mi w myślach. Dlaczego? Po co to tak jest? Czego oni chcą, czego oni mi zazdroszczą?

Dziś rano, napisałem – odnosząc się do tego – taki krótki poniższy tekst i życzę tym wszystkim osobom z serca wszystkiego najlepszego, aby ich ścieżka duchowa mogła się rozwijać jak najświetliściej, jak najbardziej w pełni blasku, w zaufaniu we własne dary, w pełni miłości, dobroci i dobrostanu.

Tak normalnie to nie piszę z rymami, ale tutaj, jakoś tak wyszło.

 

Zielone oko[1], co patrzy w cudze ogrody,

sączy z własnej studni kropelki zatrutej wody,

wstrzykuje jad w żyły, gasi święty płomień,

zamienia żywego ducha w ciężki, zastygły strumień.

 

​To iluzja braku, welon ducha i serca,

gdzie cząstka duszy staje się własnym mordercą.

Zamiast wzlatywać w jasne, bezbrzeżne przestworza,

wije więzienie umysłu i wzburzoną otchłań morza.

 

​Choroba duszy, co zżera własne naczynie,

wypacza prawdę, która w chorym sercu nigdy nie zakwitnie.

W alchemii zazdrości ta postawa zniekształca prawdziwe złoto:

Zamiast sięgać Światła – trwasz w walce zatopiony w błoto.

 

​Może kiedyś odrzucisz ten cień, co cudze światło chce gasić,

aby się mógł twój własny, nieśmiertelny płomień rozpalić.

Zaufaj, Pełnia jest w Tobie – bez granic i miary,

a szczęście drugiego nie odbierze ci twe własne dary.

…a ono kiedyś i twoim szczęściem się stanie,

gdy doświadczysz w swej duszy aurorę i świtanie.

[1] Może to trochę gdzieś od Szekspira. W ‘Otello’  Williama Szekspira, Iago ostrzega przed „zielonookim potworem”, który szydzi z mięsa, którym się karmi. Szekspir połączył zieleń z chorobliwym stanem umysłu. W antycznej medycynie (koncepcja humorów) zieleń i żółć wiązały się z nadmiarem tzw. gorzkiej żółci wywoływanej przez silny stres, gniew czy zawiść. Słowo „zielony” opisywało także bladość skóry u osoby chorej lub zatrutej. Zazdrość przeżywana wewnętrznie działa jak trucizna, stąd symboliczne „poblednięcie na zielono” lub spoglądanie przez pryzmat wewnętrznego zatrucia. Zielony to kolor owocu surowego, niedojrzałego. Zielone oko to w pewnym sensie niedojrzałe oko (jest tutaj tylko symboliką i nie ma nic wspólnego z optyczną zielenią ludzkiego oka). Zazdrość jest emocją niedojrzałą, wynikającą z braku pełnej dojrzałości wewnętrznej lub braku poczucia własnej wartości.