O pomiarach radiestezyjnych raz jeszcze

Zasłyszawszy ‘gdzieś’ ‘coś’ ‘raz’ o ‘Bovisach’, i że Miejsca Mocy są też badane i mierzone w tych jednostkach, pytało i pyta mnie ciągle znowu sporo osób – czy to w związku z kręgiem czy z jakimś Miejscem Mocy – ‘no to ile tam jest tych ‘Bovisów’?.

Rozrzut pomiarowy tych samych miejsc nawet wśród radiestetów i geomantów jest czasami tak duży, że stawia to pod znakiem zapytania samą wiarygodność a nawet sensowność takich pomiarów radiestezyjnych.

Gdy jednak te pomiary są dalece rozbieżne, to w bezpośredniej konfrontacji z tym faktem osoby mierzące uciekają w subiektywizm tych swoich pomiarów, twierdząc, że one mają indywidualne znaczenie, inne dla każdego radiestety. Czy aby?

Skąd wynika ten czasami tak duży ‘rozrzut’ w wyrokowanych jednostkach Bovisa odnośnie tego samego przedmiotu, miejsca, instalacji.

Już kiedyś oponowałem przeciw takiemu subiektywizmowi i byłem za większą kalibracją  pomiarów między radiestetami.

Ale co który człowiek nauczy się trochę ‘machać’ wahadłem, to jest już tak dosyć wielkim radiestetą, i raczej korygować czy pouczać go już więcej nie sposób.

Dlatego ważnym etapem byłby pewien dłużycy czas spędzany na pomiarach przy osobie z wieloletnim doświadczeniem, aby między innymi swoje pomiary skalibrować, i żeby to co mierzymy, miało jakieś większe odniesienie do obiektywności.

No bo jak inaczej odnieść się do pomiarów energii pojedynczego kamienia, jeśli jednemu mierzącemu wychodzi 6 tys. JB (jednostek Bovisa), a drugiemu 5 milionów?

Takich przykładów nieraz ogromnego rozrzutu w prostych pomiarach radiestezyjnych można by mnożyć dużo, m. in. z wodą, z chlebem, miodem, winem, serem, i wszystkimi innymi produktami spożywczymi.

Odnośnie swojego kamiennego kręgu ktoś donosił mi niedawno, że jego instalacja na chwilę obecną emituje 2 miliardy JB… szkoda tylko że zbudowana została na ciekach wodnych i ma wewnątrz pole wirowe lewoskrętne. Tutaj jednak żadne argumenty w rozmowie nie pomagają. Czasami dochodzi do tego tzw. nadwrażliwość radiestezyjna i ona nie jest dobrym sprzymierzeńcem jakichkolwiek precyzyjnych pomiarów.

Kiedyś pewien znajomy mierzył swoje osobiste wibracje w setkach tysięcy jednostek Bovisa. Dzięki używanej instalacji energetyzującej ( i chyba dzięki środkom alkoholowym) jego wibracje wzrastały już rzekomo do bliskich lewitacji.

Inny znajomy, uważający się za ‘doświadczonego’ radiestetę, twierdził, że jego wibracje są obecnie na poziomie minimalnym 25tys. JB, często przekraczają 30 tys. a nawet i więcej. Chciał przez to podkreślić swój zaawansowany poziom rozwoju duchowego. Zaprzeczanie temu byłoby już sprawą trochę podważania jego osobistego autorytetu na obszarze duchowości, gdzie jakieś tam osiągnięcia w końcu miał. Taka dyskusja w tym przypadku zbyt szybko by wchodziła w kwestionowanie jego autorytetu i podrażnienie osoby.

Gdy jednak spojrzymy dokładniej z radiestezyjnego punktu widzenia, to coś tu nie jest do końca jasne, jest wątpliwe, a nawet zagmatwane.

(co do tej subiektywności pomiarów, to przypominana mi się pewna stara historyjka ze środowiska akademickiego, kiedy to w latach 80 dwa uniwersytety w Lublinie – KUL i UMCS – mocno konkurowały ze sobą. Pewna studentka po sesji zimowej przeniosła się z KULu na UMCS. Przy zaliczeniu z logiki filozoficznej stała w indeksie ocena – trzy z trzema minusami. Ktoś z sekretariatu na UMCS dzwoni do profesora Kamińskiego na KUL, który tam wykładał ten przedmiot i pyta: co ta ocena ma oznaczać. Prof. Kamiński na to: Jak u was , to to jest czwórka. I chyba analogicznie niektóre pomiary kręgów w milionach JB należało by traktować jako pomiary kilku-kilkunastu zaledwie tysięcy JB).

Tutaj przypominam raz jeszcze o prostej rzeczy, że klasyczna ‘skala Bovisa’ kończy się na wielkości 10 tys. jednostek. Słusznie zauważa to wielu radiestetów nie od dziś, aby mówić przy wyższych pomiarach niż ta skala, że mówimy wtedy o samych jednostkach Bovisa. Czyli używamy tych samych jednostek, ale już nie mówimy o skali, lecz o jednostkach Bovisa (JB), których wartości pomiarowe mogą sięgać znacznie powyżej 10 tys.

Szczególnie gdy chodzi o pomiary w terenie, pomiary Miejsc Mocy, Leszek Matela zaproponował kiedyś, by nazywać tę rozszerzoną skalę pomiarową, skalą BSM (od nazwisk Bovis-Simoneton-Matela).

Nie jest to tylko jakaś upierdliwość czy łapanie kogoś za słówka, ale rozróżnienie ma swoje uzasadnienie rzeczowe, i to do niego tutaj zaraz wrócę.

Pierwszą zasadniczą sprawą w pomiarach radiestezyjnych jest pytanie: Co tak właściwie mierzymy? I to właśnie ta precyzja mentalnego wyodrębniania przedmiotu mierzonego jest tutaj decydująca.

Koncentracja, umiejętność koncentrowania się podczas pomiarów, wyłączenia na ten czas czynników nas rozpraszających czy też osłabiających naszą koncentrację i uważność są decydujące.

Powtarzam raz jeszcze: Precyzyjna koncentracja na tym co mierzymy, a nie jakieś ogólnikowe mierzenie nie wiadomo bliżej czego.

André Bovis (francuski radiesteta zmarły w 1947) miał rację tworząc swoją skalę, która dochodziła w pomiarach maksymalnie do 10 tysięcy jednostek.

Ta skala miała mierzyć przydatność np. pokarmów w sensie ich żywotności, przydatności spożywczej, i mówimy tu o wibracjach emitowanych na poziomie fizycznym!!! przez poszczególne produkty.

Podobnie jak człowiek, tak i zdrowa świnia, będzie na poziomie fizycznym, tzn. na poziomie energetyki swego ciała fizycznego, emitowała minimalnie 6,5 tys. JB. Ta energetyka na poziomie ciała fizycznego w przypadku choroby spada odpowiednio o 0 100, 200, 300 JB. Większy spadek energetyki na poziomie ciała fizycznego prowadzi do śmierci tego organizmu i do powolnego rozkładu ciała.

Ta energetyka zwierzęcia po zabiciu go będzie z każdą godziną!!! spadała.

W kilka godzin po zabiciu będą to wibracje rzędu 5 tys. JB.  Mięso zabitych zwierząt w marketach, np. mięso z martwej istoty świnia, będzie emitowało tylko ok 1-1,5-2 tys. JB.

I tak istnieje granica rozkładania się tego mięsa/wcześniej organizmu żywego, że osiągnie ono poziom nie nadający się do spożycia, szkodliwy w przypadku spożycia dla spożywającego.

Jak pisałem w czerwcu 2022, energetyka człowieka na poziomie ciała somatycznego/fizycznego może osiągnąć wibracje przekraczające granicę10 tys. JB (nawet 12-13tys JB i wiecej), ale będzie się tak działo przy zastosowaniu specjalnych instalacji energetycznych.

Tu mierzymy żywotność człowieka, inaczej zwaną biowitalnością.

Ta biowitalność i zdrowotność człowieka na poziomie jego ciała fizycznego nie jest pomiarem jego biopola w rozumieniu np. Włodzimierza Sedlaka.

Biopole w jego rozumieniu będzie obejmowało zmieszany z energią poziom fizyczny i eteryczny. Mierzylibyśmy tutaj niejako dwie sfery razem wzięta, bez ich rozgraniczania i wtedy oczywiście będziemy mieć jako wyższe, wibracje wyżej energetycznie wibrującego ciała ludzkiego, czyli ciała eterycznego.

Takie pomiary nie stosują tych samych kryteriów pomiarowych, mówimy wtedy o dwóch różnych ‘przedmiotach’, które mierzymy.

Oczywiście, jeśli ktoś świadomie zakłada, że mierzy teraz wibracje biopola, i pewną wypadkową ciała fizycznego  eterycznego, i takimi pomiarami się dla swoich potrzeb posługuje, to jest w porządku. Trudne staje się to jednak  w porównaniu z innymi pomiarami. Energetyka biopola nie jest energetyką podstawowej żywotności człowieka, czyli biowitalności (bios-życie w sensie fizycznym) jego podstawowego, pierwszego ciała, fizycznego.

Sztuka precyzyjnego pomiaru to najpierw przede wszystkim sztuka pełnej koncentracji, świadomego, precyzyjnego wyodrębnienia mentalnego przedmiotu mierzonego.

Czyli z całości energetycznej człowieka ekstrahujemy niejako, i koncentrujemy w pełni naszą uważność na ciało wyłącznie fizyczne człowieka, pozostawiając na tę chwilę jakby poza naszym horyzontem postrzegania sześć pozostałych ciał człowieka.

Energetykę ciała eterycznego człowieka możemy mierzyć w oddzielnym pomiarze, fokusując się podczas pomiaru wyłącznie na sferze eterycznej człowieka.

W każdym pomiarze będzie się zawierała sfera energetyczna niższa, i będzie ona ciała wyższe warunkowała, ale dokonujący takiego pomiaru, musi potrafić się precyzyjnie wczuć, mieć na horyzoncie swojego postrzegania precyzyjnie ten właśnie ‘przedmiot badany’.

Sfera eteryczna człowieka może osiągać najniższe wartości schodzące nawet do 9,5 JB. Poniżej tych wartości mierzonych wyłącznie w sferze eterycznej, będziemy mieć do czynienia ze stanem chorobowym organizmu emitującego ten eter.

Energie kojarzą się nam tak bardzo ze sferą eteru.

Mierząc energetyczny stan jednego na polu leżącego kamienia polnego, niemalże automatycznie podchodzimy do jego sfery eterycznej. I rzeczywiście kamienie polne (zdrowe i silne)  na tym poziomie emitują wibracje oscylujące w przedziale od 6 do 8,5 tysiąca JB. Ten pomiar mówi nam o kamieniu dużo, bo o jego energetyce i energetycznych możliwościach rezonansu z innymi kamieniami. W tym sensie jest to pomiar najbardziej przydatny do badania kamieni nadających się do budowy kamiennego kręgu. Tego nie powie nam pomiar sfery fizycznej kamienia.

Kamień polny posiada, i do tego powinien mierzący być też zdolny, by mentalnie to wyodrębnić, mianowicie sferę fizyczną (ciało fizyczne, jak somatyczne u człowieka) kamienia.

Kamień na poziomie ciała fizycznego nie będzie emitował takich wibracji jak organizm żywy, np. człowieka lub świni.

Te wibracje będą niskie i będą oscylowały w wielkościach 0,5 do 2,5 tysiąca JB.

Wracając do wibracji człowieka, mierzący powinien mieć świadomość (i precyzyjną wiedzę!!) istnienia i składania się człowieka jako całości z siedmiu ciał.

Precyzja pomiaru polega wiec na dokładnym mentalnym wyodrębnieniu przedmiotu mierzonego i uważnym sfokusowaniu się na tym wyłącznie przedmiocie mierzonym, bez huśtania się nie wiadomo gdzie, czyli bez tej postawy mierzenia czegoś bliżej niesprecyzowanego.

Samo wahadło w sobie nie wie co ma mierzyć, to mierzący musi potrafić połączyć się mentalnie z wyodrębnioną sferą.

Spotkałem sporo osób, które mierząc biowitalność człowieka, wędrowały swoją uważnością gdzieś po przestrzeniach ciała mentalnego lub kauzalnego, i z tego wyczytywały, jak wysoką biowitalność ta dana osoba ma.

Oczywiście że wibracje ciała astralnego, mentalnego czy kauzalnego będą wzrastały wraz z pobytem w poprawnie zbudowanej instalacji służącej do doenergetyzowania.

Takich pomiarów dokonywałem niejednokrotnie u mnie w kręgu, ale miałem tę świadomość, co mierzyłem i w jakim celu.

Miarodajne i porównywalne będą pomiary tej samej sfery człowieka, czy to sfery astralnej, mentalnej czy kauzalnej przed i po takim pobycie w instalacji wysokoenergetycznej.

Na poziomie ciała fizycznego taki przyrost biowitalności jest też zauważalny.

Ziemia, nasza planeta, jest organizmem żywym, i tak jak człowiek posiada też swoje siedem ciał. Jak my czakry tak ziemia posiada czakramy, jak my meridiany, nadis i inne linie energetyczne, tak Ziemia posiada swoje linie geomancyjne w nieograniczonej ilości, różnej wielkości i o różnym natężeniu tych pasm. Uważam że błędnie używane jest pojęcie ley lines, jakoby te linie globalnego rusztu siatki ziemskiej przebiegały tylko w kilku mitologicznych miejscach, jak np. przez piramidy egipskie, Kraków, Tybet i inne. Ziemia jest pełna różnej wielkości, szerokości i intensywności ley lines –  jak nasze ciało pełne jest nadis i meridianów łączących czakry różnego rzędu i różnej wielkości – które po prostu nie są badane i nie zostały w większości jeszcze odkryte.

Mierząc Miejsca Mocy także musimy doprecyzować, na jakim poziomie jest to konkretne miejsce tego ciała-ziemi mierzone: I tak na poziomie eterycznym Góra Ślęża będzie miała wibracje ok. 70 tys. JB, podczas gdy Wawel na tym poziomie ‘tylko’ 35. Na poziomie astralnym Wawel będzie przekraczał wibracje góry Ślęzy, która na tym poziomie cierpi najbardziej z powodu systemu anten, które szczególnie właśnie na tym poziomie zaburzają energetykę tej góry.

I tak podobnie energetykę miejsc możemy badać na różnych poziomach.

I w końcu dochodzimy do samych instalacji energetycznych, tu szczególnie do kamiennych kręgów.

Kamienne kręgi, kamienie świadomie ustawione do takiej instalacji, są też żywym organizmem, mogą i powinny być mierzone na siedmiu różnych poziomach.

Nie uświadamiając sobie tej precyzji badań, podchodzą często mierzący do badania czegoś takiego jak kamienny krąg, tak bardzo ogólnikowo, jako do pewnej sfery energetyczno-wibracyjno-duchowej.

Tak, w sferze astralnej krąg może mieć wibracje rzędu kilkuset tysięcy JB, w sferze mentalnej mogą to być miliony JB.

Jakiekolwiek porównywanie jednego kręgu do drugiego, nie uwzględniające mierzonego poziomu, mija się z celem, aby potem ktoś mówił, że ten krąg jest mocniejszy od tamtego.

Tutaj zaznaczyć nalęży, że istnieją kręgi, które niemalże poza sferę duchową nie wykraczają, albo że sfera ta (siódma) atmaniczna/nirwaniczna lub inaczej sfera czystej istoty duchowej w nich niemalże nie istnieje, albo istnieje tylko w bardzo mikroskopijnym zakresie.

Wybór kamieni na kamienny krąg, Podlasie

I tak np. w sferze fizycznej wibracje w miejscu posadowienia mojego kamiennego kręgu – przed posadowieniem kręgu – to ok. 3, 5 tys. JB, dziś po jego ustawieniu to ok. 9 tys JB. Sama ziemia, grunt, na poziomie fizycznemu ponad dwukrotnie podniosła swoje wibracje. W najmocniejszym miejscu elipsy w Odrach mierzyłem kiedyś te wibracje na poziomie ok. 8,5 tys. JB. To jest bardzo dużo.

Euforia i fascynacja kamiennym kręgiem może prowadzić nas podczas pomiarów do przestymulowania i nadwrażliwości radiestezyjnej.

Takie pomiary rzędy kilku miliardów JB są raczej podyktowane subiektywnym chceniem, aniżeli uważnym, skoncentrowanym, świadomym nastawieniem do tego, co mierzymy.

Pomiarów na poziomie atmanicznym (pomiary w zakresie ciała atmanicznego, nirwanicznego, boskiego, ciała czystej istoty duchowej) mojego kręgu, jak i innych przeze mnie budowanych kręgów nigdy do tej pory nie podawałem. Nie ma takiej potrzeby. Prowadziło by to tylko do pewnego niewłaściwie pojmowanego wyścigu w liczbach.

Nie ten krąg jest ‘najlepszy’ w którym ktoś tam odczytał najwyższe pomiary w JB, ale ten, w jakie wibracje wprowadza nas krąg na poziomie najpierw zwykłego ciała fizycznego czy eterycznego.

Ci, którzy odczują te wymiary, odczują też działanie kręgu na poziomie astralnym, kauzalnym (przyczynowym) i duchowym, a może też nawet i na wyższym poziomie.

Zdjęcie tytułowe: Okładka książki Kena Dychtwalda, Körperbewusstsein